z krótkim "jezu, chodź" wyciągał mnie w
środku zimy na dwór, w samym sweterku i skarpetkach. w pośpiechu
tłumaczył, że musi mi pokazać coś niebywale ważnego, po czym brał mnie
na ręce i zarówno osłaniał, jak i ogrzewał, swoimi ramionami. na
zaśnieżonym chodniku, mrużąc oczy przed padającym śniegiem, wyznawał
szeptem, jak kocha i komplementował moje udekorowane białym puchem
włosy. w końcu, na pytanie o to, co chciał mi właściwie pokazać,
uśmiechał się zmieszany i oznajmiał: "no, pada!".
“Niesamowite, jak wspomnienia potrafią działać na ludzi. Myślisz, że
przez coś już przeszłaś, przekroczyłaś most, zakończyłaś rozdział,
zapomniałaś. A wystarczy moment, minuta i sekunda, żeby plastik, który
uwiera Cię od środka zaczął znów rozrywać każdy narząd. Mimo, że
zakopałaś go tak głęboko, w najodleglejszym zakamarku duszy, czujesz jak
się szarpie i próbuję znów wydostać na powierzchnię. A ty po prostu
siedzisz, wpatrujesz się w ścianę i z całych sił zaciskasz oczy, żeby
nie patrzeć, nie myśleć - żeby nie wrócił. A to i tak wraca, więc
tęsknisz, za każdym głosem, każdym muśnięciem, za każdą kłótnią, za
każdą łzą, za każdą pozłacaną sekundą. Siedzisz i tęsknisz. A ile można
tak siedzieć? ”